Mam wizję dobrej podróży. Transport załatwiony w firmie zajmującej się spedycją owoców. Wsiadamy w Lublinie wysiadamy gdziekolwiek. Byle ciepło. Może wrócić do klimatu Maroko tylko bez katującego balastu.
Pracuję nad przestrzenią. Pozbywając się kolejnych sprzętów i wymyślając coraz to nowe sposoby na minimalizację zajmowanej przez mój syf powierzchni. Słucham więcej jazzu.
Zaczynam mówić wprost. Poczucie, że nie mam nic do stracenia jest na swój sposób przerażające ale prowadzi też do niespotykanych wcześniej pokładów szczerości.
Dużo sypiam.