Zdjęcia z eventów firmy dla której zaczynam pracę. Nie mam pytań, wyjazd integracyjny na Spitsbergen.
filmy. tell me your loves.
Samochód zapakowany pod sam sufit. Lampy, statywy, box-y, torby, worki, sakwy, ciuchy, jedzenie, picie i aparaty. W sumie jakieś 760 km to go. Wyjazd w środku nocy, koszmarnie zimnej, należy dodać, potem cała zamarznięta i zaśnieżona Polska wzdłuż i lądujemy w sali konferencyjnej czterogwiazdkowego hotelu. Niestety doba hotelowa zaczyna się o 12 więc nie ma możliwości, by zameldować nas wcześniej, dobrze że nikt o tym nie pomyślał bo dzięki temu, po wyniesieniu wszystkiego, możemy spokojnie spać sobie na krzesłach, do 9 rano. O 6 pani dyrektor zaniepokojona postanowiła sprawdzić kim lub czym jesteśmy. Przerywając na chwilkę swój sen zgodnie z prawdą odpowiedzieliśmy - Maćki, zdziwiona uciekła w popłochu przysyłając ochroniarza który zadał to samo pytanie i uzyskał już bardziej wyczerpującą odpowiedź.
Wszystkie hotele są takie same - zagadasz z pokojową możesz brać prysznic nawet w zajętym pokoju. Znajdziesz house-mana poprosisz o dwa łóżka - dostawki z pościelą przyjadą po 5 minutach. Na -1 zawsze znajdziesz kuchnię, na -2 jest pralnia i jak powiesz ze jesteś z obsługi to Twoje ciuchy zostaną wyprane, wyprasowane i wysuszone w godzinę niecałą. Jeżeli obok wind dla gości są drzwi, za nimi zawsze jest winda na żarcie i towarowo-służbowa.
Szybka sauną i prysznic w 302 następnie krótkie przygotowanie - testy lamp, składanie box-ów, pisanie checklisty, rozdzielanie zadań, odprawa. Następnie doskonałe śniadanie - uwielbiam kuchnię hotelową - szczególnie kiedy ta jest opłacana z pieniędzy jednej z największych korporacji na świecie. Później musieliśmy tylko przenieść cały nasz sprzęt do dwóch sal, zbudować studia i czekać aż Ci zahukani pracownicy zaczną zbiegać by organizować sobie plan zdjęciowy.
Firma Janusza zorganizowała całkiem interesujący event, ma ich podobno uczyć współpracy - podzieleni na małe podgrupy mają wyprodukować sesję zdjęciową od początku do końca, tak by do godziny 18:00 mieć dwa ujęcia jedno zwykłe, drugie przedyskutowane i poprawione następnie opracować je i przygotować wydruk. W sumie z mojej perspektywy to niecałe pół godziny zdjęć przetykane piciem przepysznej kawy w wysokich szklankach.
Podzieleni na konkretne role biegają jak dzieciaki po hotelu umawiając kolejno kostiumy, make-up, fryzjera, fotografa, grafika, wydruki. Szybkie sesje trwają w zasadzie po 10 minut. Śmieszne bo oni naprawdę walczą między sobą - szef wygranej drużynie obiecał po 5000 zł premii na głowę. Zabijają się więc walcząc o każde 10 minut w ‘studio’.
14:30 jesteśmy po pierwszym ujęciu, trenerzy przejmują grupy i do 17:00 mamy znowu czas wolny - szybko znajdujemy drogę do restauracji. Potem kolejne szybkie pół godziny zdjęć i już sprawdzamy cały sprzęt, pakujemy wszystko z powrotem do samochodu i o 18:30 ruszamy w drogę.
To największe jak do tej pory i najłatwiej zarobione pieniądze na fotografii pieniądze w moim życiu. Plusem jest brak stresu. Plusem są kontakty. Plusem są propozycje i umowy. Minusem jest to że nikt z was nie zobaczy tych zdjęć - że pomimo wielu starań dalej jest to nieprzeciętny shit - przynajmniej za dobrą kasę.
Obiektywizacja postępuje - 16, 35, 50, 85 + 28 - 135 i 70 - 200.

Po otrzymaniu nowych rakiet, Izrael oddał swoje stare palestyńskim obywatelom. Drogą powietrzną. Hail Izrael!
W tym kontekście biorę wszystkie naraz i bez selekcji.
Co do Penelope to wiem przecież znaczy pokazywałaś mi :D.
A gdzie Natalie Portman, Kate Winslet, Penélope Cruz, Liv Tyler, Angelina Jolie, Audrey Tautou, Susan Sarandon chociażby gdzie Uma Thurman…
Całe życie w przechyle. Wróciło jakoś dzisiaj z uśmiechem. Szkoda ze takie wieczory zdarzają się tak rzadko. To nienormalne że ludzie mają dla siebie tak mało czasu, przecież tyle genialnych pomysłów tyle energii może się wyzwolić. Szkoda że nie potrafimy wieść już życia, które stale pozwala na takie spotkania.
To poniżej (pewnego poziomu również) to tylko strzępy informacji które przebiły się przez chmury dymu i opary absurdu które towarzyszyły temu sobotniemu wieczorowi. To jakieś resztki świadomości przerzucone na klawiaturę Najpierw 20 minut rozciągnęło się nam w czasie niemiłosiernie a potem okazało się, że jest już 4 rano.
Dużo myślę o sensie pracy o potrzebie działania.
Teraz jest jakoś łatwiej bo jest zajawka. Jest radość z brania aparatu w ręce. Naprawdę niekryta prosta radość.
Mój pierwszy film będzie o psie; suce w zasadzie. No dobra pierwszy jest o paleniu cygaretek i dyskotece w domu no i o Olli. Drugi w zasadzie o śniegu, a trzeci o koniu. Generalnie wszystkie są o niczym. I tak oglądam je w kółko.
W domu znowu zrobiło się chłodno. Okno zasypane śniegiem, niewiele światła się przebija.
Jest chyba dobrze. Dużo czytam.
Snop światła w mieszkaniu. Dyskoteka. Napisz jutro. Wieczór. Noc. Zdjęcia rozmowy i sens pracy. Pomijanie ma. odchodzenie i podróż.
No i zajebiście - ktoś w tych stanach jest naprawdę głupi, moje stypendium będzie wyższe bo w naszym kraju bieda. Chyba aparat kupię.


